To był chyba najgorszy mecz Zagłębia przed własną publicznością w tym sezonie. Z boiska bez przerwy wiało nudą, akcje obu zespołów były nieskładne, a sytuacje strzeleckie prawie nie występowały. Bardzo słabo spisywali się dziś wszyscy piłkarze obu drużyn. Trudno było nie odnieść wrażenia, że ten bezbramkowy remis jest satysfakcjonujący dla każdej z ekip. Szczególnie w ostatnich minutach widać było wyczekiwanie na gwizdek. A co się wobec tego działo wcześniej? Niewiele! Zamiast goli kibice ujrzeli kartki.
Zaczęło się od graczy z Zabrza, których arbiter ukarał za wulgarne uwagi w stosunku do jego pracy. Później, już za faule, karani byli piłkarze Zagłębia. Na 12 minut przed końcem spotkania sędzia pokazał czerwony kartonik Tomaszowi Romaniukowi. Nie przeszkodziło to jednak naszej drużynie w "dowiezieniu" wyniku do samego końca. Na wyróżnienie zasługuje jedynie postawa Enkeleida Dobiego, który po rzucie różnym był na wprost przed bramkarzem Górnika, ale widząc, że ten zwija się z bólu po wcześniejszej akcji, wybił piłkę na out. Ten gest fair-play był później bardzo chwalony przez zabrzańską ekipę.
Z wyniku najbardziej zadowoleni byli zawodnicy Górnika. W pomeczowych wypowiedziach podkreślali, że zremisowali dziś na wyjeździe z najlepszą drużyną grupy, która do tej pory nie zaznała porażki. Lubińscy gracze cieszyli się jedynie z tego, że drugi już raz udało im się zakończyć spotkanie nie tracąc gola.